//7 lat temu: „Zakaźny humor” – dr n.med. Maciej Zatoński

7 lat temu: „Zakaźny humor” – dr n.med. Maciej Zatoński

Już ponad 7 lat temu poniższy interesujący artykuł napisał i umieścił na swoim blogu (który już nie istnieje) dr n.med Maciej Zatoński, współzałożyciel KSP. Zapraszamy do lektury!

Zakaźny humor

O tym, jak silny jest wpływ stresu na zdrowie napisano setki książek. Związek między naszym układem nerwowym i układem odpornościowym jest znany od dawna. Najnowsze badania przynoszą coraz więcej dowodów na powiązania między układem immunologicznym i stanem psychicznym – i to takich, w które często trudno uwierzyć! Postanowiłem zebrać je w jednym miejscu. Zapraszam do fascynującej lektury o tym, jak mikroorganizmy mogą kierować Twoim humorem czy zachowaniem.

To, że mikroorganizmy (bakterie, pasożyty) mogą modyfikować zachowanie gospodarza, znany jest nam od wielu lat. Niejeden pamięta jeszcze z lekcji biologii o klasycznym przykładzie modyfikowania zachowania mrówek przez cerkarię przywr, w wyniku czego mrówki „dobrowolnie” włażą na szczyt źdźbeł traw – przez co zwiększa się szansa, że zostaną zjedzone przez owce, które są ostatecznym żywicielem wspomnianej przywry. Ale czy podobnie mikroorganizmy mogą modyfikować zachowanie człowieka? Otóż coraz więcej wskazuje na to, że tak…

Większość z praktykujących lekarzy uczyła się na studiach takiego pojęcia jak „bariera krew-mózg”. Termin ten powstał w czasach, gdy lekarze i naukowcy byli przekonani, że układ odpornościowy i nerwowy są od siebie ściśle oddzielone. Wspomniana bariera sprawiała, że do tkanki nerwowej (np. mózgu) nie dostają się drobnoustroje z krwi. A jeśli już tak się stanie – to pojawia się problem. Tymczasem coraz więcej badań wskazuje na to, że system obronny organizmu jest nie tylko ściśle powiązany z układem nerwowym, ale także na to, że infekcje mogą w istotny sposób modyfikować nasz nastrój, pamięć, samopoczucie czy zdolność do uczenia się. Ale to nie wszystko – istnieją prace postulujące wpływ drobnoustrojów na takie choroby jak depresja (mniej pewne) czy nerwica natręctw (bardzo prawdopodobne). Niemożliwe? To powiem więcej – pojawiają się dowody na to, że układ immunologiczny może wpływać na pewne cechy osobowości i decydować czy ktoś jest np. impulsywny lub raczej przygnębiony.

Dziś wiemy, że „bariera krew-mózg” nie izoluje całkowicie układu nerwowego od układu odpornościowego. Wprawdzie bariera ta zapobiega przenikaniu do mózgu z krwi większości białek lub komórek krwi, ale okazuje się że przepuszcza przeciwciała, małe białka sygnałowe i inne komórki biorące udział w reakcjach immunologicznych.

Na łamach New Scientist ukazał się cykl artykułów poświęconych tym zagadnieniom (przytaczam je poniżej). Najciekawsze z obserwacji i badań wykazały, że można skutecznie leczyć wspomnianą nerwicę natręctw antybiotykami. Przyczyną (w części przypadków) jest bowiem przewlekłe zakażenie wywołane przez paciorkowce (ta sama grupa patogenów, która wywołuje np. anginę). Zaawansowane badania prowadzi Uniwersytet stanowy w Oklahomie (dr M. Cunningham). Naukowcy twierdzą, że infekcje paciorkowcowe mogą powodować także zespół Touretta, zespół PANDAS (dziecięca dysfunkcja autoimmunologiczno-psychiatryczna), pląsawica Sydenhama i inne.

Mechanizm prawdopodobnie jest taki sam, jak w przypadku powikłań po anginie paciorkowcowej. Produkowane przez organizm człowieka przeciwciała przeciwko paciorkowcom „pasują” do innych, prawidłowych komórek organizmu (np. w sercu, stawach, nerkach) i mogą nawet po latach wywoływać schorzenia ww. narządów. To dlatego właśnie lekarze zalecają usuwanie migdałków – dużego rezerwuaru paciorkowców u osób często chorujących na infekcje gardła i górnych dróg oddechowych.

Prawdopodobnie to samo dzieje się w przypadku opisanych powyżej chorób. Przeciwciała mogą przekraczać barierę krew-mózg (chociażby w wyniku stanu zapalnego lub stresu) narażając na uszkodzenie różne obszary mózgu i powodując wspomniane nerwice, chorobę Sydenhama czy chociażby stany lękowe. Tego typu odkrycia mogą na stałe zmieniać podejście lekarzy do chorób psychicznych.

Inni naukowcy traktują bakterie zamieszkujące ludzki organizm jako dodatkowy układ lub narząd. W jelitach i na skórze jest więcej komórek bakteryjnych niż naszych własnych komórek budujących nasze ciało. Wagę bakterii jelitowych i skórnych u przeciętnej osoby szacuje się na 2-4 kg. To więcej niż waży większość naszych narządów wewnętrznych.

Skąd w ogóle takie podejście? Z badań nad szczepionką na…. raka!

A było to tak:

Grupa ekspertów wywnioskowała, że opisany wyżej mechanizm (przeciwciała niszczą komórki organizmu, ponieważ są one antygenowo podobne do komórek paciorkowca) można wykorzystać w inny sposób. Jeśli podamy pacjentowi choremu na raka pewne bakterie, to układ immunologiczny wyprodukuje przeciwko tym bakteriom przeciwciała. Gdy bakteria będzie antygenowo podobna do komórek dobrze zróżnicowanego nowotworu – to układ immunologiczny będzie „przypadkowo” zwalczał także nowotwór. Genialne? Owszem.

Zaplanowano więc dobre badania kliniczne na ochotnikach, z randomizacją i podwójnie ślepą próbą. Niestety już w pierwszej fazie badań okazało się, że pomysł nie działa – terapia nie zmienia w istotny sposób przeżywalności pacjentów z zaawansowanym nowotworem. Natomiast zaobserwowano ciekawy efekt uboczny…

Otóż osoby, które zamiast placebo otrzymały testowany preparat zanotowała radykalną poprawę nastroju i jakości życia. Podobno tak znaczną, że lekarze i naukowcy bez trudu przypisywali pacjentów, którzy otrzymali testowany lek od tych, którzy otrzymywali placebo. Zmieniło się ich zachowanie, samopoczucie a nawet wygląd! Dlaczego?

Prawdopodobnie dlatego, że przeciwciała przeciwko bakteriom z preparatu przenikały barierę krew-mózg i pobudzały korę przedczołową do produkcji serotoniny. Tu kłania się ewolucja. Dla zastosowanego patogenu (Mycobacterium vaccae) o stosunkowo niewielkiej wirulencji, zmiana zachowania żywiciela (człowieka) polegająca na poprawie samopoczucia znacznie zwiększa szansę na rozprzestrzenianie się zakażenia – człowiek zamiast siedzieć w domu prowadzi aktywne życie towarzyskie.

Inni twierdzą, że to ewolucyjna symbioza między M. vaccae i ludźmi – pomagamy sobie nawzajem: zarówno bakteria jak i człowiek odnoszą korzyści z „bycia razem”. Hipotez jest więcej, a po szczegóły odsyłam do artykułu, gdzie publikowano wyniki badania (Neuroscience, vol. 146, s. 756). Jedna z nich nawiązuje do „hipotezy higienicznej” (alergii u osób zbyt czystych), ale nie podaję jej tutaj, ponieważ coraz częściej pojawiają się informacje o tym, że jest ona tylko częściowo prawdziwa.

Tak czy inaczej – czekam na badania z podawaniem bakterii M. vaccae pacjentom z depresją – o ile znajdzie się komisja bioetyczna, które na taki eksperyment pozwoli.

Pamięć immunologiczna

Określenie „pamięć immunologiczna” niekoniecznie musi się odnosić się do szybszego produkowania przeciwciał przez nasz organizm przy powtórnym kontakcie ze znanym patogenem. Część badaczy bowiem uważa, że sprawny układ immunologiczny może sprzyjać zapamiętywaniu, zachowaniu sprawności umysłowej w późnym wieku lub przyspieszać uczenie się nowych rzeczy.

Okazuje się, że pozbawienie myszy komórek odpornościowych (wariantu limfocytów T) sprawia, że pogarszają się ich zdolności zapamiętywania. Co ciekawe – wstrzyknięcie tych komórek szybko przywraca myszy „do normy” (Proc N Acad Sci, v.101, p. 8180). Obserwacje te powtórzono z takim samym skutkiem wielokrotnie na modelach zwierzęcych. Mechanizm prawdopodobnie także opiera się na przenikaniu komórek CD4 do ośrodkowego układu nerwowego i „zmuszaniu” astrocytów do produkcji mózgowego czynnika neurotroficznego (BDNF). Ten czynnik silnie wspomaga proces przyswajania nowych informacji. A to już bardzo konkretny dowód na związek między układem odpornościowym, stresem i zdolnościami poznawczymi (J Exp Med, v. 207, p. 1067). Czy tak samo jest u ludzi? Prawdopodobnie tak. Spadek wydajności pracy układu immunologicznego wraz z wiekiem może być powiązany z pogarszaniem się funkcji poznawczych w podeszłym wieku.

Większość z nas zauważyła, że w czasie choroby zmienia się nasze samopoczucie i zachowanie. Stajemy się burkliwi i agresywni albo apatyczni, popadamy w letarg, tracimy apetyt. Niektórzy czują niepokój, inni mają stany depresyjne. Często członkowie rodziny twierdzą, że stajemy się aspołeczni i niemożliwi do zniesienia. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ nasz organizm produkuje cytokiny – to takie substancje sygnałowe produkowane przez komórki układu odpornościowego w odpowiedzi na infekcję lub na stres.

Coraz więcej badań dowodzi, że cytokiny zapalne mogą być bezpośrednią przyczyną depresji. Tej obserwacji też dokonano przypadkowo w czasie badań interferonu alfa (wstrzyknięty osobie zdrowej sprawia, że pojawiają się u niej objawy depresji; Brain Behavior and Immunity, v.23, p. 149). Te same cytokiny powodują zwiększoną podejrzliwość, pojawia się zwiększona skłonność od odbierania niewinnych uwag jako przejawu agresji (Biol Psych, v. 58, p. 190). Koncepcja ta jest spójna z ewolucyjnym podejściem do medycyny. Depresja w reakcji na stan zapalny pozwala organizmom ograniczać swoje funkcjonowanie. Niechęć do kontaktów społecznych zmniejsza szansę na zakażenie innych osobników. Ograniczenie funkcjonowania pozwala zachować więcej zasobów w celu szybszego powrotu do zdrowia. Podejrzliwość pozwala zachować wysoką czujność, ponieważ chory osobnik zwykle był łatwiejszym „łupem” dla potencjalnych drapieżników.

I najciekawsze – cytokiny uwalniane są nie tylko w trakcie infekcji, ale także w wyniku reakcji na stres (to dlatego przewlekły stres prowadzi do zaburzeń psychicznych, zmian zachowania, ale także do… spadku wydajności układu immunologicznego i zwiększonego ryzyka zachorowania na choroby zakaźne).

W tkance tłuszczowej powstają mediatory reakcji zapalnych oraz cytokiny. To tłumaczy dlaczego otyłość jest czynnikiem towarzyszącym zaburzeniom kompulsywnym, depresji, obniżeniu nastroju oraz istotną przyczyną zwiększonej szansy na zakażenia i infekcje).

Opisane powyżej mechanizmy tłumaczą ponadto, dlaczego sport (i utrata tkanki tłuszczowej) przynoszą znaczną poprawę u części osób z depresją oraz wyjaśnia fakt, że niektóre popularne leki przeciwzapalne (np. aspiryna) wzmacnia działanie leków przeciwdepresyjnych.

Z niecierpliwością czekam więc na rewolucję w medycynie i terapii zaburzeń psychicznych.

A w międzyczasie warto pomyśleć o zrzuceniu kilku kilogramów – już nie tylko dla sprawnego serca, ale także dla lepszej pamięci, sprawniejszego układu odpornościowego, łatwiejszego uczenia się. O pozytywnych skutkach zdrowego stylu życia wiemy od dawna. Teraz odkrywamy niektóre rządzące tymi procesami mechanizmy. W końcu w zdrowym ciele, zdrowy duch…

TAGS: