//Z ARCHIWUM. Medycyna ewolucyjna: dlaczego chorujemy. Dr n. med. Maciej Zatoński

Z ARCHIWUM. Medycyna ewolucyjna: dlaczego chorujemy. Dr n. med. Maciej Zatoński

Zapraszamy do lektury tekstu autorstwa dr. med. Macieja Zatońskiego, naukowca, popularyzatora nauki i współzałożyciela KSP.
Cukrzyca? Alergie? Nadmiar soli w diecie? Rola ruchu i aktywności fizycznej? O tym wszystkim i o innych kwestiach z perspektywy medycyny ewolucyjnej…

Tekst pochodzi z archiwum nieaktywnego bloga dr Zatońskiego. Został opublikowany w czerwcu 2010 r. Umieszczamy go na stronie KSP za zgodą Autora

Medycyna Ewolucyjna: DLACZEGO CHORUJEMY?

Zdaniem naukowców zajmujących się ewolucją większość dolegliwości nęka nas tylko dlatego, że nasze ciało nie jest przystosowane do warunków współczesnego świata. Ale jeśli ktoś zmniejszy ten dysonans przez aktywność sportową, właściwą dietę i mniej rygorystyczny stosunek do zasad higieny – może znacznie wydłużyć swoje życie.

W zbiorach muzeum Peabody, które należy do Uniwersytetu Harvarda w amerykańskim Cambridge można obejrzeć czaszki, które ochodzą z różnych części świata i mają wiele setek lat. Nie znano wtedy aparatów ortodontycznych, a mimo to wszyscy mieli zadziwiająco proste zęby. Wynika to z faktu, że podczas każdego posiłku musieli mocno żuć. Szczęki potrzebują mechanicznego obciążenia. Tylko wtedy ich kości prawidłowo się rozrastają i zapewniają miejsce dla wszystkich zębów. Łuki zębowe ludzi, którzy preferują Fast food i przemysłowo obrobione produkty, rozwijają się słabo. W konsekwencji powstaje krzywy zgryz, o ile nie skoryguje się go aparatem ortodontycznym. To właśnie z tego powodu małe dzieci podczas ząbkowania odczuwają ból. Ból zmusza noworodki do wkładania różnych przedmiotów do ust i wymusza naukę żucia – a tym samym prawidłowy rozwój zębów.

Ale to nie koniec: zwapnienie naczyń i reumatyzm, nadciśnienie, depresje, cukrzyca, wady wzroku, otyłość, katar sienny, nowotwory, bóle krzyża, przepuklina, anoreksja i choroba Parkinsona – wiele dolegliwości nęka nas dlatego, że nie żyjemy w zgodzie z wrodzonymi predyspozycjami. Stephen Stearns z Uniwersytetu Yale w New Haven w stanie Connecticut należy do zwolenników medycyny ewolucyjnej. Badają oni, w jaki sposób przeszłość gatunku Homo sapiens ukształtowała ludzki organizm i wytrwale szukają recept, które sprawdziły się już w epoce kamienia łupanego. Choć coraz więcej opracowań dostarcza spektakularnych dowodów na słuszność medycyny ewolucyjnej, ustalenia te nadal spotykają się ze zbyt małym odzewem w praktyce medycznej.

Lekarze często koncentrują się tylko na objawach, których można uniknąć.  Na płaskostopie, udar czy osteoporozę ordynujemy wkładki, operacje i tabletki, by pacjenci żyli z tymi chorobami. Ale przez to nasza kultura jeszcze bardziej oddala się od trybu życia, do którego zostało stworzone nasze ciało. Warunki życia w państwach wysoko rozwiniętych nie pasują do natury człowieka. Ten pogłębiający się rozziew jest jednym z ważnych powodów coraz większych nakładów na ochronę zdrowia. W samym tylko 2007 r. Niemcy wydali na ten cel 253 mld euro, co stanowi ponad dziesięć procent PKB tego kraju.

Gdyby ludzie w większym stopniu uwzględniali ukształtowane w toku ewolucji potrzeby ciała i ducha można by zredukować wydatki na zdrowie nawet o 70 procent. Przykładem cukrzyca typu 2. Ponad 90 procent wszystkich na nią zachorowań wynika ze zmian cywilizacyjnych, do których ludzki organizm nie jest przygotowany. Na niezgodny z naturą niedostatek ruchu nakłada się obfita w cukier dieta. Nikt nie tęskni za głodem czy wysoką śmiertelnością epoki kamienia łupanego. Antybiotyki, pasteryzowane mleko i konserwy, centralne ogrzewanie i roboty są wielkim błogosławieństwem. Współcześni ludzie, żyją dłużej niż przodkowie. – Jednak cieszyliby się znacznie większym zdrowiem i byliby szczęśliwsi, gdyby codziennie wyruszali na długi spacer – mówi medyk Detlev Ganten.

Podczas spacerów ludzie z powodzeniem mogliby rezygnować z obuwia. Chroni ono wprawdzie prezd skaleczeniem, ale ma zaskakujący skutek uboczny – jak wynika z badania przeprowadzonego wśród 2,3 tys. dzieci z Indii. Tylko 2,8 procent dziewczynek i chłopców chodzących na bosaka miało płaskostopie. Tymczasem wśród dzieci obutych wskaźnik ten wynosi 13,2 procent. Noszenie butów osłabia mięśnie stopy i w rezultacie spłaszcza podbicie.Chodzenie boso ma jeszcze jedną zaletę (tak, zaletę!): można złapać pasożyta z grupy tęgoryjców…

Ich larwy przebijają skórę i przenikają do krwioobiegu, którym wędrują do płuc. Kiedy człowiek odkasłuje, przedostają się do ust i są wraz ze śliną połykane, dzięki czemu dostają się do układu pokarmowego, gdzie larwy przekształcają się w robaki żarłoczne zasysające krew w kosmkach jelitowych.Pasożyt, twój przyjaciel. Okropne? A jednak umiarkowana inwazja pasożytów może być korzystna dla ludzkiego zdrowia. Miliardy ludzi w biednych krajach udzielają gościny tęgoryjcom, glistom, włosogłówkom i owsikom – i w przeciwieństwie do żyjących w sterylnej czystości mieszkańców świata wysoko cywilizowanego niezwykle rzadko cierpią na alergię.

Badanie przeprowadzone w Gabonie sugeruje bezpośredni związek między nadmierną higieną a podatnością na alergie. Lekarze medycyny tropikalnej leczyli tamtejsze dzieci środkami przeciwko pasożytom. Kiedy te zniknęły, odnotowano wzrost liczby przypadków alergii na roztocza kurzu domowego. Człowiek w toku ewolucji nawiązał z robakami bliską relację. Pasożyty tłumią wrażliwość ludzkiego sytemu odpornościowego. Wytępienie robaków lekami sprawia, że układ odpornościowy, nie napotykając przeciwnika, zaczyna atakować własne tkanki.

Przez wiele tysięcy lat ludzie prowadzili określony tryb życia. W minionym stuleciu nagle wszystko uległo zmianie – mówi Koel Weinstock, gastroenterolog z Centrum Medycznego Tufts New England w Bostonie. Trichuris suis, czyli włosogłówka świńska, żyje w układzie pokarmowym świń, ale atakuje również człowieka. Nie jest jednak w stanie na długo zagnieździć się w jego trzewiach, dlatego doktor Weinstock właśnie ją wybrał do leczenia pacjentów. Wytypował 29 osób cierpiących na chroniczne zapalenie jelit – chorobę Leśniowskiego-Crohna. Uczestnicy doświadczenia co trzy tygodnie wypijają porcję jaj włosówki świńskiej. Efekt: u 72 procent z nich po pięciu miesiącach kuracji objawy w znacznej mierze ustąpiły.

Na pierwszy rzut oka to dziwne, że Homo sapiens nie cieszy się lepszym zdrowiem. Według zasady doboru naturalnego przeżywają tylko najsprawniejsze i najzdrowsze osobniki. Dlaczego w takim razie człowiek nie tryska zdrowiem? Dlaczego ewolucja nie wyeliminowała chorób? Przykładem – rak skóry. Kiedy ludzie wywędrowali z Afryki i osiedlili się w Europie i Azji, dobór naturalny doprowadził w ciągu tysięcy lat do rozjaśnienia skóry. Niezbyt liczne w zachmurzonych krainach północy promienie słoneczne lepiej wnikały w jasną skórę, gdzie stymulowały syntezę witaminy D. Jednak taka karnacja sprzyja nowotworom skóry – zwłaszcza jeśli ktoś smaży się na śródziemnomorskich wybrzeżach. Ewolucja nie usunie tej wady. Większość Europejczyków, którzy zachorowali na czerniaka, okres płodności miała już za sobą, a więc przekazali następnym pokoleniom geny odpowiedzialne za pigment skóry.

Z kolei około 40 procent mieszkańców tropikalnej Afryki ma genetyczne predyspozycje do odmiennie zbudowanych czerwonych krwinek, które pod mikroskopem przypominają kształtem sierp, a nie tarczę. Kto oddziedziczy taki gen po obojgu rodzicach, choruje na anemię sierpowatą, która – zwłaszcza podczas wysiłku fizycznego – często wywołuje bóle, gorączkę i utratę przytomności. Kto jednak otrzyma ten gen tylko od jednego rodzica, ma odpowiednio natlenioną krew, a dodatkowo we wczesnym dzieciństwie jest lepiej chroniony przed zarazkami malarii.

Zadziwiająco dużo o genezie chorób można się dowiedzieć na podstawie cech anatomicznych. Paleontolog Neil Shubin z Uniwersytetu Chcagowskiego mówi: Praktycznie każda nękająca nas choroba ma komponent historyczny, który można prześledzić od ssaków do ryb, a nawet wcześniejszych organizmów. Shubin porównuje organizm człowieka do garbusa. Ten popularny model volkswagena przez dziesięciolecia królował na rynku i prawie w ogóle nie był technicznie modyfikowany. Cieszył się takim powodzeniem z powodu swojej sylwetki, że inżynierowie nie mieli co w nim zmieniać. Podobnie jest z organizmem człowieka. Wiele jego elementów pochodzi jeszcze od ryb i można je zmieniać co najwyżej w bardzo wąskim zakresie. Dlatego ewolucyjne nowinki nigdy nie są dużymi skokami, a zawsze kompromisem, których skutkiem ubocznym jest podatność na pewne choroby.

Na przykład z punktu widzenia budowy anatomicznej człowiek jest właściwie absolutnie nieprzystosowany do chodu pionowego. Zapalenia ucha środkowego, hemoroidy, wypadanie narządów rodnych u kobiet, zakrzepy żylne, nietrzymanie moczu, przepuklina, duszności, ostroga piętowa, halluksy, zwyrodnienia kolan – wszystkie te dolegliwości nękają człowieka dlatego, że chodzi w postawie wyprostowanej. Najwięcej kłopotów przysparza kręgosłup. Kręgi degenerują się, kręgosłup wykrzywia, często dochodzi do uszkodzenia dysków.

Także wspomniany już w Księdze Rodzaju ciężki poród jest skutkiem dwunożności. W toku ewolucji miednica kobiety coraz bardziej malała, dzięki czemu łatwiej jej chodzić. Jednocześnie mózg noworodków staje się coraz większy. By zmieścić się w kanale rodnym, noworodek musi się przechylić w pęcherzu płodowym. Kiedy wychodzi z pochwy, twarz ma zwróconą w stronę pośladków matki. Kobieta nie może więc wydobyć go na świat własnoręcznie, bo siłą rzeczy wygięłaby mu kręgosłup do tyłu. Z tego samego powodu nie może zetrzeć śluzu z twarzy noworodka ani uwolnić jego szyi od pępowiny. Biologiczne uwarunkowania uczyniły z porodu wydarzenie społeczne. – We wszystkich kulturach kobiety szukają przed rozwiązaniem pomocy bliźnich – mówi antropolog Wenda Trevathan z Uniwersytetu stanu Nowy Meksyk. Ale mimo pomocy poród wymaga akrobacji i od matki, i od dziecka. Jeśli pominąć zachwyt, którego doznaje matka na widok narodzonego maleństwa, poród jest męczarnią. Podczas gdy wielu lekarzy uznaje ból i lęk za niepożądane zjawiska i chcą je uśmierzać lekami, to zdaniem antropolog Wendy Trevathan, która jest z zawodu także położną, są one ważnym dziedzictwem ewolucji. Ból w czasie porodu sprawia, że dziecko otrzymuje od matki odpowiednią dawkę hormonów; stres wywołany bólem zwęża naczynia krwionośne zmniejszając szansę na krwawienia poporodowe oraz stymuluje wyrzut oksytocyny co jest sygnałem do rozpoczęcia laktacji w połączeniu z mechanicznym ssaniem piersi przez dziecko; lek towarzyszący rozwiązaniu skłaniał dawniej kobiety do poszukiwania odpowiedniego schronienia na czas porodu i połogu.

Perspektywa ewolucyjna pomaga zrozumieć także inne osobliwości związane z rodzeniem dzieci. Od 50 do 90 procent kobiet, zwłaszcza w 20 pierwszych tygodniach ciąży, cierpi na mdłości i wymioty. Wyjaśnienie zaproponowali lekarze ewolucyjni z Uniwersytetu Cornella w Ithaca w stanie Nowy Jork. Ich zdaniem mdłości w okresie ciąży wynikają z przezorności organizmu, który chroni rozwijający się płód przed wszelkimi toksynami z pożywienia matki. Kobiety odczuwające mdłości podczas ciąży mają większe łożysko, rodzą cięższe dzieci i rzadziej dochodzi u nich do poronień.

Inna przypadłość dokuczająca ciężarnym – to toksykoza ciąży. Nieoczekiwanie dochodzi do zaburzeń przemiany materii i ciśnienie krwi niebezpiecznie wzrasta. Od pięciu do dziesięciu procent kobiet zapada na cukrzycę ciążową. Biolodzy ewolucyjni, wśród których jest David Haig z Uniwersytetu Harvarda, potrafią wyjaśnić również tę sprawę. Haig tłumaczy, ze w organizmach ciężarnej kobiety może dochodzić do konfliktu interesów. Płód żąda od matki więcej pożywienia, niż ta jest skłonna dać. Nienarodzony głodomór próbuje zgłaszać swe postulaty, wydzielając do organizmu matki hormony, by zmienić jej przemianę materii.

Haig wysunął teorię, dlaczego rośnie ciśnienie krwi. Określone hormony płodu uszkadzają wewnętrzne ścianki matczynych naczyń krwionośnych, przez co krew napotyka większy opór i nie może płynąć równie swobodnie jak wcześniej. W ciele matki wzrasta ciśnienie krwi, skutkiem czego powstaje dysproporcja. W celu jej wyrównania Więcej krwi wpływa do łożyska, gdzie opór naczyń krwionośnych jest mniejszy. Tym sposobem płód dostaje potrzebne pożywienia.

Ale nie tylko ciężar ciała, ale być może charakter i zachowanie człowieka kształtują się już wtedy, gdy potomek leży zwinięty w pęcherzu płodowym. Chodzi o rywalizację między genami ojcowskimi i matczynymi w mózgu dziecka. Biolog Bernard Crespi z Uniwersytetu Simona Frasera w kanadyjskim Burnaby wyjaśnia, że jeśli przewagę zyskują geny ojca – mózg dziecka rozwija się w kierunku autyzmu. Dziecko takie jest później egocentryczne i chętniej dba o przedmioty i wzorce niż o własną mamę. Natomiast jeśli przewagę zyskują geny matki, dziecko będzie miało – według Crespiego – zupełnie inną osobowość. Wyrośnie z niego człowiek o znacznie cieplejszym charakterze, ale będzie mu towarzyszyć skłonność do schizofrenii, wahań nastrojów i depresji. W większości przypadków genetyczne zapasy kończą się remisem i zachowanie dziecka pozostaje w granicach normy. Niekiedy jednak – jak podejrzewa Crespi – proces przebiega w sposób niekontrolowany i jedna strona odnosi zwycięstwo. W zależności od tego, czyje geny dominują, dziecko będzie autystyczne lub zaburzone emocjonalnie (to jedna z najmniej zbadanych hipotez medycyny ewolucyjnej – przyp. MZ)

Już teraz uczeni zgadzają się w jednym: choroby ducha, także melancholia, depresja  i chroniczny stres stanowią najwyraźniej rachunek, który natura wystawia za sprawność naszego umysłu. Przez większość swych dziejów ludzie żyli w wyraźnie wyodrębnionych grupach i jest to główny powód sprawiający, ze tak trudno poradzić nam sobie ze społeczną izolacją w anonimowych społeczeństwie.

Także jeśli chodzi o nowotwory człowiek najwidoczniej rozwinął się o krok za daleko. Uczeni dokonali sekcji tysięcy małp i tylko u jednego-dwóch procent odkryli guzy nowotworowe. Natomiast Homo sapiens jest podatny na raka jak żaden inny gatunek. Przynajmniej u co trzeciego z żyjących obecnie ludzi lekarze zdiagnozują w przyszłości nowotwór. Najbardziej zagrożeni zdają się obywatele państw dobrobytu. Tylko 19 procent ludności świata zamieszkuje kraje rozwinięte, ale to tutaj notuje się 46 procent wszystkich nowych zachorowań na raka.

Mniej więcej co dziesiąta kobieta zachoruje na raka piersi. Także epidemia nowotworowa wynika zapewne z biologicznych zaszłości. Kobiety epoki paleolitu były prawdopodobnie większość czasu w ciąży lub karmiły potomstwo. Ich organizm wytwarzał znacznie mniej estrogenów niż u współczesnych kobiet, zatem w ciągu życia miewały zapewne tylko 160 regularnych menstruacji. We współczesnym społeczeństwie przesytu kobiety wcześniej dostają pierwszej miesiączki, ale rzadziej zachodzą w ciążę i wcześnie odstawiają dziecko od piersi. W ciągu życia mogą mieć nawet 450 regularnych menstruacji. Dlatego w ich organizmie aż do menopauzy prawie cały czas krążą estrogeny, które zwiększają ryzyko raka piersi.

Mel Greaves z Instytutu Badania Raka w Londynie należy do tych, którzy krytycznie oceniają ten stan rzeczy. Jako jeden z bardzo nielicznych onkologów zajmuje się ewolucyjną genezą chorób nowotworowych. Jego zdaniem kobiety pod wpływem dobrobytu, emancypacji i antykoncepcji realizują taki model reprodukcji, do którego są nieprzystosowane z punktu widzenia dziejów gatunku i genetyki. Po raz pierwszy ujawniło się to 300 lat temu wśród dobrze odżywionych i prowadzących wstrzemięźliwy tryb życia włoskich zakonnic. „Nie sposób znaleźć klasztoru, który byłby wolny od tej przeklętej plagi jaką jest rak” – notował ze zdziwieniem lekarz Bernardino Ramazzini. Podobnie jak kobieca pierś – tak samo męska prostata cierpi z powodu dobrobytu świata zachodniego. Gruczoł ten jest stymulowany przez testosteron, aby cały czas produkował ciecz, w której podczas stosunku płciowego zawieszone są plemniki. Pomijając wilki – żaden samiec ssaka nie ma tak dużej prostaty jak człowiek i żaden nie zapada tak często na raka tego narządu.Także w innych dziedzinach pojawiają się pierwsze procedury terapeutyczne rodem z paleolitu.

Amerykańscy i europejscy alergolodzy – zainspirowani pracami Weinstocka, specjalisty od „robaczanej” terapii – starają się teraz wprowadzić do życia swych pacjentów trochę nawyków sprzecznych z zasadami higieny.

W klinicznych badaniach nad alergią na orzechy, autyzmem, zapaleniem jelit i twardnieniem rozsianym serwują uczestnikom doświadczenia napoje pełne jaj pasożytów. Pracownicy laboratorium firmy Ovamed w holsztyńskiej miejscowości Barsbuttel podjęli nawet seryjną produkcję aktywnie biologicznego koktajlu. Lekarze rekomendują powrót do nawyków, które panowały 500 pokoleń wstecz. Antropolodzy zajrzeli w garnki Aborygenom, Buszmenom, Indianom i innym ludom pierwotnym, chcąc zrekonstruować dietę z okresu paleolitu. Strawa składała się w 50-80 procent z owoców i warzyw, zawierała skomplikowane węglowodany i mało nasyconych kwasów tłuszczowych.Zwraca uwagę mały udział soli kuchennej. Człowiek paleolitu spożywał jej od trzech do sześciu gramów dziennie, podczas gdy obecnie co dzień konsumujemy jej w krajach rozwiniętych 12 i więcej gramów. Powoduje to problemy zdrowotne, gdyż przemiana materii jest nastawiona na niedobór soli. Kierując się zaszłościami ewolucyjnymi, organizm próbuje za wszelką cenę podtrzymać ciśnienie krwi i zapobiec odwodnieniu. W tym celu magazynuje sól i wodę w nerkach i zwęża naczynia, gdy zmniejsza się ilość krwi.

Kiedy ludzie zamieszkiwali jeszcze sawannę, mechanizm ten był błogosławieństwem, bo pozwalał zatrzymać wodę i sól w organizmie. Jednak zupełnie nie pasuje on do ludzi o biernym trybie życia, objadającymi się jajkami na bekonie i frytkami. Powoduje u nich nadciśnienie.

Mamy wybór: albo wrócić do trybu życia myśliwych i zbieraczy i ciężko pracować fizycznie, albo z racji naszych genów będziemy chorować na nadciśnienie i w rezultacie umierać na udar mózgu, miażdżycę naczyń oraz niewydolność serca i nerek – mówi lekarz Ganten, który regularnie uprawia sport.

Daniel Lieberman także doszedł do wniosku, że człowiek jest osobliwym zwierzęciem motorycznym. Filmował uczestników eksperymentu na bieżni w swoim laboratorium, studiował poszczególne etapy aktywności ruchowej i badał szkielety. Jego teza brzmi, że człowiek zawdzięcza swą zawrotną karierę nie tylko wyprostowanej postawie, ale także zdolności do długotrwałego wysiłku fizycznego. Ludzie cechują się dużą wytrzymałością i dzięki temu są doskonałymi atletami, jakich mało w świecie zwierząt. Oczywiście gepardy są bez porównania szybsze w sprincie, ale na dłuższym dystansie szybko opadają z sił. Większość ssaków nie może biec bez przerwy dłużej niż kwadrans. Szczególnie słabo wypadają pod tym względem szympansy.

Inaczej ludzie. Dzięki gołej skórze i gruczołom potowym ich organizm samodzielnie reguluje temperaturę ciała w trakcie wielogodzinnego wysiłku, na przykład biegu maratońskiego. Więzadło karkowe pozwala trzymać głowę prosto i patrzeć przed siebie. Małpy człekokształtne żyjące przed ponad trzema milionami lat nie miały jeszcze więzadła karkowego.Lieberman chętnie pokazuje film, który przestawia Buszmenów biegnących po żółtej sawannie. Mimo upału przez wiele godzin gonią antylopę, aż ta padnie ze zmęczenia. Wtedy jeden myśliwych dobija wycieńczone zwierzę oszczepem.

Wysokobiałkowa dieta umożliwiła zaś rozwój ludzkiego mózgu. – Człowiek ma bieganie zakodowane w genach i dlatego potrzebuje ruchu tak samo jak powietrza. Powinniśmy zawsze biegać, przez całe życie – mówi Lieberman, który każdego tygodnia pokonuje 30-50 km wzdłuż rzeki Charles River. Tym samym zbliża się on do pensum naszych przodków z epoki paleolitu, którzy byli prawdopodobnie jeszcze bardziej aktywni. Pierwowzór filmowego Freda Flintstone’a przemierzał zapewne 40 km dziennie. Codzienny maraton dobrze służył jego zdrowiu, jak można sądzić po współczesnych plemionach żyjących z polowań i zbieractwa. Ich członkowie prawie nie zapadają na choroby układu krążenia, praktycznie nie ma wśród nich nadciśnienia, a problemy psychiczne występują rzadko. Nie ma to nic wspólnego z wiekiem, gdyż myśliwi powyżej 60 roku życia (osiem procent badanej populacji) zachowują wyśmienitą kondycję. Jeśli natomiast narzuci się im styl życia człowieka Zachodu, ich stan zdrowia błyskawicznie się pogarsza.

Przerażającego przykładu dostarczają Indianie Pima z południowego zachodu USA. Jeszcze ich poprzednie pokolenie wiodło tradycyjny tryb życia. Teraz zajadają się hamburgerami, pizzą, frytkami i piją lemoniadę. Od tego czasu dumni członkowie plemienia są otyli i mają jeden z najwyższych w świecie wskaźników cukrzycy typu 2 – co drugi cierpi na tę chorobę.

Wszyscy ludzie, niezależnie od przynależności etnicznej, są podatni na choroby przemiany materii. Przed II wojną światową 0,4 procent Niemców miało cukrzycę typu 2, a teraz choruje na nią już dziesięć procent populacji. Masowe choroby społeczne są może najbardziej wymownym dowodem, jak bardzo organizm człowieka tkwi jeszcze w epoce paleolitu. Jego mięśnie są nastawione na oszczędzanie energii. Dlatego pobierają glukozę z krwi tylko wtedy, gdy pracują. Pomaga w tym insulina.W warunkach powszechnego niedostatku ruchu mechanizm ten wyrządza w organizmie szkody. Bierne mięśnie nie potrafią pobierać z krwi glukozy i w rezultacie wzrasta jej stężenie w naczyniach. W celu uregulowania coraz wyższego poziomu cukru trzustka wydziela ogromne ilości insuliny, ale z czasem komórki organizmu przestają reagować na ten hormon. Następuje zaburzenie gospodarki cukrowej i rozwija się cukrzyca. Nie tylko z ustaleń medycyny ewolucyjnej, ale także ze studiów klinicznych wynika absolutnie oczywisty wniosek, co jest najlepszym antidotum.

To aktywność fizyczna. Już po szybkim spacerze poziom cukru wydatnie spada. Dziwne, że wielu pacjentów nie traktuje poważnie terapeutycznej roli aktywności fizycznej. Chociaż z drugiej strony, niewielu rozumie teorię ewolucji – przecież w szkołach często uczy się ich, że to „Pan Bóg stworzył świat i człowieka na swoje podobieństwo”. Gdyby to była prawda, to współcześni bogowie już dawno umarliby na raka, zawał czy powikłania cukrzycy.

Z kolei wielu lekarzy wiąże nadzieje z badaniami molekularnymi, które w rzeczywistości nie uzdrowią żadnego cukrzyka. „Starania, by pokonać epidemię cukrzycy przez farmakologię lub badania molekularne, wynikają z błędnego myślenia. Ewolucja wyposażyła nas przecież w najlepsze remedium” – konkludują lekarze w fachowym piśmie „Diabetes Metabiolism Reasearch and Reviews”. Ich recepta pomoże każdemu: myśleć jak Darwin, postępować jak Fred Flintstone.

Zdjęcie: Homo floresiensis. By Ryan Somma (originally posted to Flickr as Flores) [CC BY-SA 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0)], via Wikimedia Commons

Źródła:
1.JORG BLECH , Der Spiegel, bistr. By NYT Synd., 26.09.2009„FORUM”, nr 42 [19.10.-25.10.2009] (podstawa wpisu)

Pozostałe:
1. http://pl.wikipedia.org/wiki/Medycyna_ewolucyjna
2. http://www.wprost.pl/ar/77351/Lek-ewolucji/?I=1175
3. Ewolucyjne koncepcje zaburzeń afektywnych. Psychiatria Polska, 2006, tom XL, numer 3, strony 401–413
4. Zalety Depresji. W:http://zdrowie.gazeta.pl/Zdrowie/1,105806,737204.html